Da się — i to jedno z tych wdrożeń, które robią większe wrażenie, niż wynikałoby z nakładu pracy. Miałem taki temat niedawno, więc opisuję, jak to działa i o co trzeba zadbać po stronie firmy.
Terminy żyją w enovie: data dostawy, termin realizacji, umówiona wizyta. Kalendarz, do którego ludzie realnie zaglądają, jest w Outlooku.
Kto nie otworzył enovy danego dnia, ten nie wiedział o dostawie. Rozwiązaniem nie jest zmuszanie ludzi do dwóch miejsc, tylko doprowadzenie terminu tam, gdzie już patrzą.
Punktem wyjścia jest moment, w którym termin staje się faktem — najczęściej zatwierdzenie dokumentu handlowego. Wtedy dodatek robi dwie rzeczy naraz.
Najwięcej pożytku daje opis wydarzenia. Zamiast samego „dostawa" wpisuję tam komplet: kontrahent, adres, osoba kontaktowa z telefonem, przewoźnik, opiekun i tabela pozycji.
To zmienia charakter takiego wpisu. Kierowca albo handlowiec otwiera wydarzenie w telefonie i ma wszystko, czego potrzebuje na miejscu, bez logowania się do czegokolwiek.
Przypomnienia są tu efektem ubocznym, ale najbardziej docenianym. Skoro wydarzenie jest w Outlooku, to Outlook je przypomina — na komputerze i na telefonie, dokładnie tak jak każde inne spotkanie.
Samo założenie wydarzenia to najprostsza część. Integracja robi się wartościowa dopiero wtedy, gdy nadąża za zmianami.
To zwykle jest pierwsze pytanie, więc od razu: poza Microsoft 365 nie potrzeba żadnego dodatkowego produktu — a moduł CRM tylko wtedy, gdy zadania mają zostawać także w enovie.
Widełki: zwykle 4 000 – 6 000 zł. Rozstrzyga liczba miejsc w enovie zakładających wydarzenia i to, czy trzeba obsłużyć kalendarze indywidualne.
Warto natomiast policzyć drugą stronę. Jeden nieodebrany termin dostawy potrafi kosztować więcej niż całe wdrożenie, a przepisywanie terminów ręcznie to czas kilku osób, którego nikt nie księguje.
Napisz, jakiego typu dokumentów to dotyczy i czyje kalendarze wchodzą w grę — powiem, jak by to wyglądało u Ciebie. Wycena jest bezpłatna.